Aktualny numer 2 lipiec 2008 r. (Nr 28/826)

 

 

 

 

Nasi Partnerzy

 

 

 

 

 

 

 

Pamiętajcie o nauczycielach

 

Dyrektorzy rudzkich szkół wszystkich szczebli, pedagodzy, pracownicy placówek oświatowych, władze miasta z Prezydentem Andrzejem Stanią na czele, radni oraz zaproszeni goście spotkali się w ubiegłą środę w Szkole Podstawowej nr 6, by uroczyście podsumować zakończony rok szkolny. Zabranych jeszcze przed słowem dyrektora MZOPO, Joanny Kwiecińskiej przywitał chór szkolny z Gimnazjum nr 9. Po przywitaniu gości głos zabrał Prezydent Miasta. – Jesteśmy lepsi niż rok temu. Kilka szkół przesunęło się w klasyfikacji o dwa miejsca, kilka – o jedno. Mamy zdolną młodzież, ale nie rozumiem jak to jest, że z tych młodych ludzi wyrastają politycy, niektórzy z nich trafiają do Sejmu i tam mają kłopoty z pamięcią. Ot choćby w kwestii podniesienia płac swoim nauczycielom. Przez wakacje musimy się zastanowić, co zrobić, aby uczniowie naszych szkół pamiętali o swych nauczycielach i ich ciężkiej pracy. Bo to święta prawda, że taka będzie nasza przyszłość, jakie będzie chowanie młodzieży – powiedział między innymi Prezydent Andrzej Stania. Następnie wręczył nagrody prezydenckie.

Tekst i foto: Tapi


 

Profilaktyka i pomoc

 

Tradycyjnie podczas sesji Rady Miasta gościły osoby, którym w sposób uroczysty pogratulowano sukcesów i dziękowano za dokonania w różnych dziedzinach. Jako pierwszą do mównicy poproszono Krystynę Kostyrę, która przez wiele lat pełniła funkcję Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Rudzie Śląskiej. Wraz z objęciem stanowiska dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy podziękowała władzom miasta za dotychczasową współpracę, sama także usłyszała słowa uznania oraz otrzymała bukiet kwiatów. Kolejnym honorowym gościem był August Jakubik, który zaprezentował brązowy medal, wywalczony w I Mistrzostwach Polski w Biegu 24-godzinnym. Rajcy pogratulowali także formacji tanecznej „Shadows” z ODK RSM „Jowisz”, która odnosi sukcesy zgarniając liczne laury na wielu konkursach.

                            Ewa Heszek, Tapi Foto. Tapi


 

Koniec śledztwa, czas na sąd

 

Po kilkunastu miesiącach od tragedii w kopalni „Halemba” Prokuratura Okręgowa w Gliwicach zakończyła śledztwo w tej sprawie. Do sądu trafił już akt oskarżenia, skierowany przeciwko 27 osobom.

 

21 listopada 2006 r. podczas likwidowania ściany wydobywczej na poziomie 1030 m doszło do zapalenia i wybuchu metanu oraz wybuchu pyłu węglowego. Zginęło 23 górników – pracowników kopalni i firmy „Mard”. Niemal natychmiast pojawiły się pytania o to, czy ich śmierć nie była spowodowana zaniedbaniami w dziedzinie bezpieczeństwa pracy. Wyższy Urząd Górniczy powołał specjalną komisję do zbadania okoliczności tragedii, śledztwo rozpoczęła również prokuratura. Stopniowo ujawniano coraz więcej nieprawidłowości.

WG Foto. Tapi.


 

Jubileusz w miejscu poznania

 

Państwo Róża i Henryk Franke w miłości przeżyli ze sobą 60 lat. Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiedzieli 30 czerwca 1948 roku. Zacny jubileusz stał się okazją do uroczystego świętowania w gronie całej rodziny. Miejsce imprezy, czyli restaurację Parkowa w Bielszowicach wybrano nieprzypadkowo. To właśnie w tamtejszym parku Strzelnica jubilaci poznali się. Po wojnie 22-letni pan przyjechał z Anglii i podczas spaceru spotkał swą o trzy lata młodszą przyszłą żonę. Została nią zaledwie rok później. Państwo Franke wychowali dwie córki – Jadwigę i Zofię, doczekali się również pięciu wnuków – Krzysztofa, Tomasza, Marka, Michała i Łukasza, a także siedmiorga prawnucząt – Sylwii, Tomasza, Ani, Szymona, Adama, Dawida i Pawła.

                            Tekst i foto: Ewa Heszek


 

Łocz jor drink

 

]Gwałt, kradzież, handel ludźmi i organami – takie mogą być skutki nieodpowiedzialnego zachowania podczas wakacyjnych szaleństw. Mogą, ale nie muszą. Krajowe Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii rozpoczęło w tym roku ogólnopolską akcję „Pilnuj swojego drinka”.

 

Szeroko rozpropagowana akcja ma na celu przede wszystkim zwrócić uwagę młodych ludzi na coraz częstsze przypadki używania w pubach i dyskotekach tak zwanych tabletek gwałtu i rozboju. Prócz ostrzegania akcja ma jeszcze szerszy wymiar -  wzmacnia czujność młodych ludzi na działanie środków odurzających.

Akcja informacyjna.

Plakaty, które maja na celu akcję wypromować w czerwcu zawisły w rudzkich placówkach oświatowych, do których uczęszcza młodzież w granicach 17-18 roku życia. Informacja o akcji została dostarczona również większości rudzkich restauratorów – Wzór amerykański jest taki, że plakaty informujące o tego typu akcjach wiszą w miejscach gdzie człowiek ma szanse na to chwile spojrzeć, przeczytać i się zastanowić. Wiem, że szkoły gastronomiczne szkolą w taki sposób swoich uczniów, że gdy ktoś odchodzi od stołu wszystko jest sprzątane. Znika wobec tego kwestia zagrożenia. Chcemy tą akcją dotrzeć także do innych osób, niekoniecznie uczniów dlatego dostarczyliśmy plakaty do miejsc w których najczęściej się przesiaduje. – powiedział Krzysztof Piechaczek, rzecznik prasowy rudzkiej policji.

 Karolina Markowska Foto: Łukasz Dykta


 

Na targu się opłaca

 

Ten, kto myśli, że czasy świetności bazarów minęły bezpowrotnie, bardzo się myli. Wbrew przewidywaniom, wielkie markety nie zagroziły ich pozycji. By się o tym przekonać, wystarczy pójść w czwartkowy poranek na targ w Wirku i zobaczyć, jakie przewijają się tam tłumy...

 

Zmieniają się czasy, zmieniają obyczaje, rozwija się handel, jak grzyby po deszczu wyrastają super i hipermarkety, ale wielu ludzi pozostaje wiernym targom i jarmarkom. Związane jest to z pewnymi utrwalanymi w polskiej tradycji wzorcami. Dawniej, gdy mało kobiet pracowało zawodowo, wyjście na bazar na zakupy było często jedyną okazją do wyjścia z domu. To właśnie zakupy i gotowanie zajmowało sporą część dnia. Część z tych wzorców przetrwała do dziś, wiele kobiet nie pracujących prawie codziennie wybiera się na targ, aby kupić produkty niezbędne do przygotowania tradycyjnego posiłku. Istotną cechą bazarów jest możliwość negocjowania ceny. Jest to swoistego rodzaju kulturowy nawyk bazarowo-targowy. Bez tego zakupy na targowisku nie przynoszą satysfakcji, są jakby zaprzeczeniem tradycji robienia tam zakupów.

                                 Tekst i foto: Ewa Heszek


 

Praca na lato

    

Atmosfera wakacji już na dobre zagościła  w naszych głowach, tym bardziej, że w ostatnich tygodniach pogoda jest jak najbardziej letnia. Książki, szkolne zajęcia i sprawdziany na całe dwa miesiące odchodzą w zapomnienie. Studentom okres ten przedłuży się aż do października.

   

 Jednak pomimo tych cudownych wizji błogiego lenistwa, dla wielu młodych ludzi jest to okres w którym mogą pójść do pracy i zarobić trochę pieniędzy. Można rozpocząć poszukiwanie letniej pracy na własną rękę. Należy wtedy przygotować komplet stosownych dokumentów i uzbroić w cierpliwość. Kolejną czynnością jest analiza potencjalnych miejsc  przyszłej pracy,  szybka selekcja i ostateczna lista adresów,  w które warto się udać.

Supermarket czy biuro

Kolejne na liście są supermarkety. Załapać się tam można na posadę osoby rozpakowującej towar na półkę lub pomoc przy nocnej inwentaryzacji. Jeśli jest się przedsiębiorczym i zrobiło się w czasie roku szkolnego kurs na kasę fiskalną, można się pokusić o pracę w kasie. Jeśli chodzi o pracę w marketach przy artykułach spożywczych niezbędna będzie książeczka sanepidowska.  Tą jednak możesz wyrobić w przeciągu dwóch miesięcy, więc warto się zorientować wcześniej czy będzie ona wymagana.

Magda Błocian  Foto. M.G.


 

Nie zejść na margines

 

Z pomocy społecznej w naszym mieście korzysta bardzo wiele osób. Właśnie z myślą o nich przyjęto projekt pod nazwą „Ruda Śląska – szansą dla wszystkich”. Jego głównym celem jest przeciwdziałanie wykluczeniu i marginalizacji społecznej klientów MOPS-u. 27 czerwca w bielszowickim Domu Kultury odbyła się konferencja, podczas której zaprezentowano szczegóły dotyczące projektu. Dokonano tego w formie prezentacji multimedialnej. Swoimi doświadczeniami z realizacji podobnego projektu w Bielsku Białej podzielił się koordynator Artur Kulasa, zaś dr Dobroniega Trawkowska z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego opowiedziała o budowaniu lokalnego potencjału społecznego na przykładzie projektu „Budujemy nowy Lisków”.

                                 Ewa Heszek   Foto: Tapi


 

Zuza w dołku

 

Startowała w Sydney, startowała w Atenach i do niedawna była pewnym kandydatem do olimpijskiej sztafety 4x400 metrów pań w Pekinie. Była, bo we wszystkich sprawdzianach spisywała się znakomicie i startowi w swoich trzecich Igrzyskach Olimpijskich podporządkowała wszystko. Życie prywatne, rodzinne, czas wolny. Ciężki zimowy trening w górach, na siłowni i w RPA rokował nadzieję na dobry wynik. W lutowej rozmowie była dobrej myśli. Kiedy przyszedł pierwszy start, okazało się, że ze ścięgnem Achillesa u Zuzanny Radeckiej jest coś nie tak. Obyło się bez operacji, ale trzy tygodnie diabli wzięli. Jakby było mało, pojawiły się złe wyniki podczas badań krwi i Zuza zamiast biegać, reperuje zdrowie. – Jestem bezsilna. Ból Achillesa, a potem fatalne wyniki zwaliły mnie z nóg. A byłam tak dobrze przygotowana. I co z tego. Start w Memoriale Janusza Kusocińskiego w Warszawie był przymusowy, a o wyniku lepiej nie mówić. A czas ucieka. Bez mojego biegania! Okazji do uzyskania minimum jest coraz mniej. Na szczęście noga przestała boleć, a morfologia z dnia na dzień się poprawia. Wiem, że stać mnie na minimum nie tylko w sztafecie, ale i w biegu indywidualnym. Ostatnia moja szansa, to szczecińskie mistrzostwa Polski na początku lipca. W tej chwili marzę tylko o jednym: żeby mnie nic nie bolało i by stan mojego zdrowia pozwolił stanąć na starcie biegów na 400 metrów. Wierzę, że włożona praca przyniesie efekty. Na pewno będę walczyć i to obiecuję przede wszystkim sobie. Wpadłam w dołek i teraz muszę z niego wyjść – opowiada o perypetiach zdrowotnych Zuzanna Radecka.

Znamy ambicję i waleczność lekkoatletki z Rudy Śląskiej. Nie raz i nie dwa pokazała na bieżni charakter, a walka z kontuzjami, to dla niej nie nowina. Obecna jest o tyle bolesna, że toczy się w przededniu Igrzysk Olimpijskich, które dla Zuzy będą ostatnimi. Przynajmniej jako zawodniczki. Każdy pech jednak kiedyś się kończy i mamy nadzieję, że jej też. Powodzenia, jesteśmy Zuzanno z Tobą!


 

Lekcja historii

 

Ruda Śląska nie należy do miejsc obfitujących w atrakcje turystyczne. Jednak również tutaj można trafić na miejsca warte odwiedzenia. Jednym z nich jest zabytkowa drukarnia znajdująca się w podziemiach Miejskiego Centrum Kultury im. Henryka Bisty.

 

Początki rudzkiej drukarni sięgają przełomu XIX i XX wieku. Wykonywano w niej głównie druki akcydensowe. Po drugiej wojnie światowej maszyny stały się własnością Rudzkich Zakładów Wielobranżowych Przemysłu Terenowego.

Maszyny wykupiło miasto

W 1992 roku drukarnia została wydzierżawiona Joachimowi Koszykowi, który dwa lata później został jej właścicielem. W 2001 roku unikatowe maszyny wykupiło miasto Ruda Śląska, a sprzęt przeniesiono do siedziby Miejskiego Ośrodka Kultury (czyli obecnego MCK-u) i udostępniono dla zwiedzających. Kilka lat później, ekspozycja została jednak zamknięta, a unikatowe w skali regionu maszyny stały bezużyteczne. Stało się tak po kontroli inspektora do spraw Bezpieczeństwa i Higieny Pracy.

ROD Foto. M.G.


 

Szkoły placem budowy

 

Chociaż uczniowie z radością opuścili szkolne mury, nie można rzec, że podczas wakacyjnej przerwy niewiele będzie się w szkołach działo. Kanikuła to w placówkach oświatowych czas niezbędny na remonty. W wielu szkołach tak właśnie będą wyglądały letnie tygodnie. Wszystko po to, aby gdy zadźwięczy pierwszy dzwonek szkoły były gotowe do normalnej pracy.

 

Od stycznia 2008 roku zlikwidowano w Miejskim Zakładzie Obsługi Placówek Oświatowych tak zwany dział techniczny czuwającymi nad remontami i modernizacją placówek oświatowych.

Budynki po termomodernizacji

W tej chwili ten zakres działań pozostaje w gestii Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta. Wydział Inwestycji tak jak do tej pory zajmuje się też dużymi inwestycjami oświatowymi. Te znaczące przedsięwzięcia to przede wszystkim termomodernizacje budynków. Zakończono je w trzech obiektach: SP 8 i 40 oraz G 11. Pod koniec lipca zakończy się termomodernizacja G 9, dofinansowana z WFOŚ. Lada dzień taki sam zakres prac rozpocznie się w MP 4, tu prace potrwają do końca września. 

W.T. Foto. M.G.


 

Uciążliwe połączenie

 

Plusem naszego miasta, może się wydawać czasami nie do końca trafne połączenie tradycji z nowoczesnością. Z jednej strony ulice Rudy Śląskiej pełne są starych familoków, z drugiej coraz częściej na budowlanej mapie regionu wyrastają nowe bloki i wieżowce. I w tym momencie pojawia się pewien problem.

 

Jedną z najbardziej problematycznych kwestii staje się zagadnienie ogrzewania kamienic. Mieszkańcy sąsiadujących z takimi budynkami bloków skarżą się, że przy podmuchach wiatru dym z kominów uderza prosto w ich okna. Uświadomić sobie trzeba, że dym jest wypadkową spalania mnóstwa rzeczy, niekoniecznie czystego węgla. W zależności od ciśnienia, pogody i wiatru ściany bloków i wieżowców bombardowane są uciążliwym dymem.

Karolina Markowska Foto: Łukasz Dykta


 

Zakochani w BMW

 

Dla jednych samochód jak każdy inny, z czterema kółkami, kierownicą, służący do jazdy. Dla nich to jednak nie jest zwykłe auto. Mowa o marce BMW oraz o jej wielkich pasjonatach, zwanych bmw-maniakami.

 

Będziesz Miał Wrażenia czy Bardzo Mądry Wybór... To tylko dwie z wielu interpretacji skrótu BMW, wymyślanych przez jego miłośników. Do tego grona należą 28-letni Sebastian Bieszczad i o rok młodszy Tomasz Korzeniec.W 2004 roku zmieniałem samochód, zupełnie przypadkowo kupiłem BMW. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że mnie to wciągnie. Szukałem informacji w internecie o samym samochodzie i częściach, nawiązywałem kontakt z ludźmi, którzy użytkują te auta – opowiada Sebastian.

To była fascynacja

W 2006 roku wstąpił do klubu BMW-MANIA, po czym jego fascynacja tą marką spotęgowała się. Poznał wielu ludzi, którzy podzielają tę pasję. Sebastian zaraził nią także swego kolegę Tomka, który do klubu zapisał się w styczniu tego roku. – Obalamy stereotypy posiadacza BMW, który kojarzy się wszystkim z łysym mięśniakiem w dresie. Do naszego klubu należy m.in. doktor wykładający na Akademii Ekonomicznej, przedsiębiorcy i studenci – mówią zgodnie. Sebastian jest pracownikiem służby zdrowia, Tomek zaś z zawodu jest kierowcą.

                                                           Tekst i foto: Ewa Heszek


 

Uchwycić emocje

 

* rozmowa z Sebastianem Riedlem, liderem grupy Cree

Niedawno zaśpiewałeś w nowej wersji utworu „Ostatnie dni” Gangu Olsena. Pojawia się w nim również Maciek Balcar...

 

Pomysł wyszedł od „Papy” (Andrzeja Gaszczyka, wokalisty Gangu Olsena – przyp. red.). Zadzwonił do mnie i zaproponował żebym wziął udział.. Przygotował ten utwór z myślą o festiwalu „Ku przestrodze” w Tychach. Gang Olsena też na nim zagra, a w tym roku obchodzą dwudziestolecie. Myślę, że przy okazji chciał zaakcentować to. Utwór nagrywaliśmy tutaj, w Rudzie Śląskiej.

Tekst jest szczególny, poświęcony Twojemu ojcu.

Dlatego z jego zaśpiewaniem nie miałem większych problemów. Od razu potrafiłem się z tym utworem utożsamić i opowiedzieć go.

rozmawiał: Robert Dłucik Foto. Ł.D.


 

Piąte Igrzyska Garmula

 

Marek Garmulewicz, sztandarowa postać rudzkich zapasów, czterokrotnie uczestniczył w Igrzyskach Olimpijskich. Olimpijską przygodę rozpoczął w Barcelonie, potem były Atlanta, Sydney i Ateny. Nie tak dawno zakończył karierę zawodniczą, został sędzią, działaczem i trenerem. W tej ostatniej roli spisuje się nie gorzej niż na macie, więc szybko awansował w hierarchii, zostając w ubiegłym roku trenerem kadry olimpijskiej. A ponieważ jego podopieczni wywalczyli cztery olimpijskie kwalifikację, więc razem z nimi wyjeżdża do Pekinu. Będzie to jego piąta olimpiada.

 

Za krótka doba

– Z pozycji zawodnika wszystko wyglądało inaczej. Zostając trenerem, musiałem wziąć na swoje barki wiele innych spraw, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Wydawać by się mogło, że trenera interesuje tylko trening i wyniki. Nic podobnego. Praktycznie trening na macie, to 4 – 5 godzin dziennie. Potem sześć następnych spędzam przy komputerze. Planowanie treningu, sprawozdania, analizy, śledzenie badań, korekty w szkoleniu, ustalanie taktyki i kontakty osobiste z podopiecznymi, to tylko część harmonogramu. Jeśli dorzucić do tego sprawy organizacyjne, to okazuje się, że doba jest za krótka – mówi trener Garmulewicz.

Napięty plan

Polskie zapasy w stylu wolnym na IO w Pekinie reprezentować będzie czterech zawodników: Krystian Brzozowski (74 kg), Radosław Horbik (84 kg), Mateusz Gucman (96 kg) i Bartłomiej Bartnicki (120 kg). W przeszłości zapaśnicy zawsze wracali z medalowym runem, więc i teraz na medale liczą działacze PKOl-u i kibice. By ten cel zrealizować, trzeba na imprezę być przygotowanym na 100 procent. Dlatego też plan przygotowań jest napięty do maksimum. – Zakres treningu jest ogromy. Pracujemy nad „fizyką” i psychiką. Przy wyrównanym poziomie, wiele walk można wygrać głową. Dwa pierwsze tygodnie lipca pracujemy na zgrupowaniu w Spale. Potem zawody kontrolne na Memoriale Ziółkowskiego, 0d 18 lipca do 2 sierpnia obóz w Cetniewie, potem znów Spała i 13 wylot do Chin. 20 sierpnia startują kategorie 74 i 84 kg, 21 – pozostałe. Gdyby to zależało tylko ode mnie, wolałbym jechać prosto na walki, a w innym przypadku – mieszkać poza wioską olimpijską. Niestety, pewnych procedur nie przeskoczymy i trzeba będzie tydzień w wiosce. Mam nadzieję, że to nie rozkojarzy moich podopiecznych – spekuluje trener kadry wolniaków.

Każdy może zdobyć medal

W przeszłości zapasy były dla polskich olimpijczyków dyscypliną „medalodajną”. Czy tak będzie podczas Igrzysk w Pekinie – zobaczymy? Trener Garmulewicz jest optymistą. – Tak się złożyło, że cztery kwalifikacje wywalczyli zawodnicy w kategoriach ciężkich. Na mój trenerski nos, już dziś są dobrze przygotowani, co potwierdzili podczas ostatniego turnieju w Niemczech. Duże postępy zrobili w sferze psychicznej. By stanąć na olimpijskim podium, co najmniej w dwóch walkach trzeba dać z siebie więcej niż sto procent. Poziom światowej czołówki jest bardzo wyrównany, zawodników pretendujących do medali, co najmniej sześciu – siedmiu. Dlatego też ważne będzie losowanie, choć moim zdaniem, by wywalczyć medal, trzeba też w pierwszych walkach wygrać z mocnymi. Wydaje mi się, że całą czwórka naszych wolniaków ma szanse na medale. Oczywiście, mata to zweryfikuje, ale jeśli wcześniej nie złapią kontuzji, a losowanie ułoży się jako, tako – nie powinno być źle. Póki co, czeka nas jeszcze trochę pracy, a o olimpijskich walkach myśleć będziemy w Chinach – kończy rozmowę trener Marek Garmulewicz.


 

Elektra ma talent

 

Trwają eliminacje do polskiej wersji popularnego widowiska „Mam talent”. Bardzo dobrze radzi w nich sobie rudzki zespół taneczny „Elektra”. Dziewczyny z formacji działającej w ODK RSM „Matecznik” przeszły z powodzeniem przez pierwszy casting zorganizowany w Chorzowskim Centrum Kultury, a w ubiegłym tygodniu przekonały do siebie jurorów podczas kolejnego etapu konkursu, który odbył się katowickim Teatrze „Śląskim”. Jesienią będzie więc można zobaczyć „Elektrę” w telewizyjnej części show.

ROD Foto. arch.


 

Od Piaf do Brassensa

 

Inauguracja III edycji Letniego Festiwalu „Muzyczne Ogrody” za nami. Podobnie jak przed rokiem, organizatorzy postawili w pierwszym koncercie na nieco lżejszy repertuar. W słoneczne, niedzielne popołudnie, dosyć liczne grono miłośników dobrej muzyki stawiło się w muszli koncertowej Miejskiego Centrum Kultury im. H.Bisty by posłuchać najpopularniejszych utworów mistrzów znad Sekwany.

 

Niezapomniane przeboje Edith Piaf, liryczne ballady mistrzów nastroju Joe Dassina, Yvesa Montanda i Charlesa Aznavoura, popularne tematy filmowe oraz rubaszne i dosadne pieśni wielkiego barda Georgesa Brassensa wypełniły program „Ogrodu francuskiego”. Wszystkie kompozycje zostały opracowane na flet, klarnet i fagot przez muzyków Todo Art Trio. Grażynę Jurszę, Dariusza Jurszę i Dawida Smykowskiego wspierał duet popularnych śpiewaków operowych i operetkowych: sopranistka Grażyna Bieniek oraz bas/baryton Adam Żaak. Niedzielny koncert poprowadził Piotr Oczkowski.

ROD Foto. Ł.D.


 

Z komputerem za pan brat

 

Europejski Certyfikat Umiejętności Komputerowych trafił do rąk młodych uczestników zajęć, które odbywały się w Rudzkim Inkubatorze Przedsiębiorczości. Dokument ten jest potwierdzeniem wiedzy z zakresu wielu obszarów zastosowań mikrokomputerów oraz technologii informatycznych. Jest uznawany w całej Europie, dlatego będzie się dobrze prezentował w port folio gimnazjalistów, którzy za parę lat wejdą na rynek pracy. Program „Europejskie cyfrowe prawo jazdy” rozpoczął się 13 maja i trwał do 18 czerwca. 15 uczniów gimnazjum przystąpiło następnie do egzaminu, który zdecydowana większość zdała.                                                  

Tekst i foto: Ewa Heszek

Srebrny Dawid

 

W niedzielę, w łotewskim Daugavoils zakończono mistrzostwa Europy kadetów w stylu klasycznym. Imprezę tę mile będzie wspominał zapaśnik rudzkiej Pogoni – Dawid Kareciński, który wrócił do domu ze srebrnym medalem. Dawid szedł przez turniej jak burza. Kolejno pokonał Chorwata, Litwina, Turka i Gruzina. W finale trafił na „dobrego znajomego”, z którym ma stare porachunki – Stepana Maryanyana z Rosji. Niestety, Rosjanin był minimalnie lepszy i podobnie jak przed rokiem, stanął na najwyższym podium, a Dawidowi przyszło cieszyć się srebrnym medalem.

W mistrzostwach tych nasze miasto miało jeszcze jednego przedstawiciela, Mateusza Kasprzaka, który odpadł w eliminacjach.