|



| |
|

Pamiętajcie o
nauczycielach
Dyrektorzy rudzkich szkół
wszystkich szczebli, pedagodzy, pracownicy placówek oświatowych, władze
miasta z Prezydentem Andrzejem Stanią na czele, radni oraz zaproszeni
goście spotkali się w ubiegłą środę w Szkole Podstawowej nr 6, by uroczyście
podsumować zakończony rok szkolny. Zabranych jeszcze przed słowem dyrektora
MZOPO, Joanny Kwiecińskiej przywitał chór szkolny z Gimnazjum nr 9.
Po przywitaniu gości głos zabrał Prezydent Miasta. – Jesteśmy lepsi niż
rok temu. Kilka szkół przesunęło się w klasyfikacji o dwa miejsca, kilka – o
jedno. Mamy zdolną młodzież, ale nie rozumiem jak to jest, że z tych młodych
ludzi wyrastają politycy, niektórzy z nich trafiają do Sejmu i tam mają
kłopoty z pamięcią. Ot choćby w kwestii podniesienia płac swoim
nauczycielom. Przez wakacje musimy się zastanowić, co zrobić, aby uczniowie
naszych szkół pamiętali o swych nauczycielach i ich ciężkiej pracy. Bo to
święta prawda, że taka będzie nasza przyszłość, jakie będzie chowanie
młodzieży – powiedział między innymi Prezydent Andrzej Stania. Następnie
wręczył nagrody prezydenckie.
Tekst
i foto:
Tapi |
|

Profilaktyka i pomoc
Tradycyjnie
podczas sesji Rady Miasta gościły osoby, którym w sposób uroczysty
pogratulowano sukcesów i dziękowano za dokonania w różnych dziedzinach. Jako
pierwszą do mównicy
poproszono Krystynę Kostyrę, która przez
wiele lat pełniła funkcję Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Rudzie
Śląskiej. Wraz z objęciem stanowiska dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka
Medycyny Pracy podziękowała władzom miasta za dotychczasową współpracę, sama
także usłyszała słowa uznania oraz otrzymała bukiet kwiatów. Kolejnym
honorowym gościem był August Jakubik, który zaprezentował brązowy
medal, wywalczony w I Mistrzostwach Polski w Biegu 24-godzinnym.
Rajcy pogratulowali także formacji tanecznej „Shadows” z ODK RSM „Jowisz”,
która odnosi sukcesy zgarniając liczne laury na wielu konkursach.
Ewa Heszek, Tapi
Foto. Tapi |
|

Koniec śledztwa, czas na
sąd
Po kilkunastu
miesiącach od tragedii w kopalni „Halemba” Prokuratura Okręgowa w Gliwicach
zakończyła śledztwo w tej sprawie. Do sądu trafił już akt oskarżenia,
skierowany przeciwko 27 osobom.
21 listopada 2006 r.
podczas likwidowania ściany wydobywczej na poziomie 1030 m doszło do
zapalenia i wybuchu metanu oraz wybuchu pyłu węglowego. Zginęło 23 górników
– pracowników kopalni i firmy „Mard”. Niemal natychmiast pojawiły się
pytania o to, czy ich śmierć nie była spowodowana zaniedbaniami w dziedzinie
bezpieczeństwa pracy. Wyższy Urząd Górniczy powołał specjalną komisję do
zbadania okoliczności tragedii, śledztwo rozpoczęła również prokuratura.
Stopniowo ujawniano coraz więcej nieprawidłowości.
WG
Foto.
Tapi. |
|

Jubileusz w miejscu poznania
Państwo Róża i Henryk
Franke w miłości przeżyli ze sobą 60 lat. Słowa przysięgi małżeńskiej
wypowiedzieli 30 czerwca 1948 roku. Zacny jubileusz stał się okazją do
uroczystego świętowania w gronie całej rodziny. Miejsce imprezy, czyli
restaurację Parkowa w Bielszowicach wybrano nieprzypadkowo. To właśnie w
tamtejszym parku Strzelnica jubilaci poznali się. Po wojnie 22-letni pan
przyjechał z Anglii i podczas spaceru spotkał swą o trzy lata młodszą
przyszłą żonę. Została nią zaledwie rok później. Państwo Franke wychowali
dwie córki – Jadwigę i Zofię, doczekali się również pięciu wnuków –
Krzysztofa, Tomasza, Marka, Michała i Łukasza, a także siedmiorga prawnucząt
– Sylwii, Tomasza, Ani, Szymona, Adama, Dawida i Pawła.
Tekst i foto: Ewa Heszek
|
|

Łocz jor drink
]Gwałt,
kradzież, handel ludźmi i organami – takie mogą być skutki
nieodpowiedzialnego zachowania podczas wakacyjnych szaleństw. Mogą, ale nie
muszą. Krajowe Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii rozpoczęło w tym roku
ogólnopolską akcję „Pilnuj swojego drinka”.
Szeroko rozpropagowana
akcja ma na celu przede wszystkim zwrócić uwagę młodych ludzi na coraz
częstsze przypadki używania w pubach i dyskotekach tak zwanych tabletek
gwałtu i rozboju. Prócz ostrzegania akcja ma jeszcze szerszy wymiar -
wzmacnia czujność młodych ludzi na działanie środków odurzających.
Akcja informacyjna.
Plakaty, które maja na
celu akcję wypromować w czerwcu zawisły w rudzkich placówkach oświatowych,
do których uczęszcza młodzież w granicach 17-18 roku życia. Informacja o
akcji została dostarczona również większości rudzkich restauratorów –
Wzór amerykański jest taki, że plakaty informujące o tego typu akcjach wiszą
w miejscach gdzie człowiek ma szanse na to chwile spojrzeć, przeczytać i się
zastanowić. Wiem, że szkoły gastronomiczne szkolą w taki sposób swoich
uczniów, że gdy ktoś odchodzi od stołu wszystko jest sprzątane. Znika wobec
tego kwestia zagrożenia. Chcemy tą akcją dotrzeć także do innych osób,
niekoniecznie uczniów dlatego dostarczyliśmy plakaty do miejsc w których
najczęściej się przesiaduje. – powiedział Krzysztof Piechaczek,
rzecznik prasowy rudzkiej policji.
Karolina Markowska
Foto: Łukasz Dykta
|
|

Na targu się opłaca
Ten, kto myśli, że
czasy świetności bazarów minęły bezpowrotnie, bardzo się myli. Wbrew
przewidywaniom, wielkie markety nie zagroziły ich pozycji. By się o tym
przekonać, wystarczy pójść w czwartkowy poranek na targ w Wirku i
zobaczyć, jakie przewijają się tam tłumy...
Zmieniają się czasy,
zmieniają obyczaje, rozwija się handel, jak grzyby po deszczu wyrastają
super i hipermarkety, ale wielu ludzi pozostaje wiernym targom i
jarmarkom. Związane jest to z pewnymi utrwalanymi w polskiej tradycji
wzorcami. Dawniej, gdy mało kobiet pracowało zawodowo, wyjście na bazar
na zakupy było często jedyną okazją do wyjścia z domu. To właśnie zakupy
i gotowanie zajmowało sporą część dnia. Część z tych wzorców przetrwała
do dziś, wiele kobiet nie pracujących prawie codziennie wybiera się na
targ, aby kupić produkty niezbędne do przygotowania tradycyjnego
posiłku. Istotną cechą bazarów jest możliwość negocjowania ceny. Jest to
swoistego rodzaju kulturowy nawyk bazarowo-targowy. Bez tego zakupy na
targowisku nie przynoszą satysfakcji, są jakby zaprzeczeniem tradycji
robienia tam zakupów.
Tekst i foto: Ewa Heszek |
|

Praca na lato
Atmosfera wakacji już
na dobre zagościła w naszych głowach, tym bardziej, że w ostatnich
tygodniach pogoda jest jak najbardziej letnia. Książki, szkolne zajęcia i
sprawdziany na całe dwa miesiące odchodzą w zapomnienie. Studentom okres ten
przedłuży się aż do października.
Jednak pomimo tych
cudownych wizji błogiego lenistwa, dla wielu młodych ludzi jest to okres w
którym mogą pójść do pracy i zarobić trochę pieniędzy. Można rozpocząć
poszukiwanie letniej pracy na własną rękę. Należy wtedy przygotować komplet
stosownych dokumentów i uzbroić w cierpliwość. Kolejną czynnością jest
analiza potencjalnych miejsc przyszłej pracy, szybka selekcja i ostateczna
lista adresów, w które warto się udać.
Supermarket czy biuro
Kolejne na liście są
supermarkety. Załapać się tam można na posadę osoby rozpakowującej towar na
półkę lub pomoc przy nocnej inwentaryzacji. Jeśli jest się przedsiębiorczym
i zrobiło się w czasie roku szkolnego kurs na kasę fiskalną, można się
pokusić o pracę w kasie. Jeśli chodzi o pracę w marketach przy artykułach
spożywczych niezbędna będzie książeczka sanepidowska. Tą jednak możesz
wyrobić w przeciągu dwóch miesięcy, więc warto się zorientować wcześniej czy
będzie ona wymagana.
Magda Błocian Foto. M.G. |
|
|

Nie zejść na margines
Z pomocy społecznej w
naszym mieście korzysta bardzo wiele osób. Właśnie z myślą o nich
przyjęto projekt pod nazwą „Ruda Śląska – szansą dla wszystkich”. Jego
głównym celem jest przeciwdziałanie wykluczeniu i marginalizacji
społecznej klientów MOPS-u. 27 czerwca w bielszowickim Domu Kultury
odbyła się konferencja, podczas której zaprezentowano szczegóły
dotyczące projektu. Dokonano tego w formie prezentacji multimedialnej.
Swoimi doświadczeniami z realizacji podobnego projektu w Bielsku Białej
podzielił się koordynator Artur Kulasa, zaś dr Dobroniega
Trawkowska z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego
opowiedziała o budowaniu lokalnego potencjału społecznego na przykładzie
projektu „Budujemy nowy Lisków”.
Ewa Heszek Foto: Tapi |
|
|

Zuza w dołku
Startowała w
Sydney, startowała w Atenach i do niedawna była pewnym kandydatem do
olimpijskiej sztafety 4x400 metrów pań w Pekinie. Była, bo we
wszystkich sprawdzianach spisywała się znakomicie i startowi w
swoich trzecich Igrzyskach Olimpijskich podporządkowała wszystko.
Życie prywatne, rodzinne, czas wolny. Ciężki zimowy trening w
górach, na siłowni i w RPA rokował nadzieję na dobry wynik. W
lutowej rozmowie była dobrej myśli. Kiedy przyszedł pierwszy start,
okazało się, że ze ścięgnem Achillesa u Zuzanny Radeckiej jest coś
nie tak. Obyło się bez operacji, ale trzy tygodnie diabli wzięli.
Jakby było mało, pojawiły się złe wyniki podczas badań krwi i Zuza
zamiast biegać, reperuje zdrowie. – Jestem bezsilna. Ból
Achillesa, a potem fatalne wyniki zwaliły mnie z nóg. A byłam tak
dobrze przygotowana. I co z tego. Start w Memoriale Janusza
Kusocińskiego w Warszawie był przymusowy, a o wyniku lepiej nie
mówić. A czas ucieka. Bez mojego biegania! Okazji do uzyskania
minimum jest coraz mniej. Na szczęście noga przestała boleć, a
morfologia z dnia na dzień się poprawia. Wiem, że stać mnie na
minimum nie tylko w sztafecie, ale i w biegu indywidualnym. Ostatnia
moja szansa, to szczecińskie mistrzostwa Polski na początku lipca. W
tej chwili marzę tylko o jednym: żeby mnie nic nie bolało i by stan
mojego zdrowia pozwolił stanąć na starcie biegów na 400 metrów.
Wierzę, że włożona praca przyniesie efekty. Na pewno będę walczyć i
to obiecuję przede wszystkim sobie. Wpadłam w dołek i teraz muszę z
niego wyjść – opowiada o perypetiach zdrowotnych Zuzanna
Radecka.
Znamy ambicję i
waleczność lekkoatletki z Rudy Śląskiej. Nie raz i nie dwa pokazała
na bieżni charakter, a walka z kontuzjami, to dla niej nie nowina.
Obecna jest o tyle bolesna, że toczy się w przededniu Igrzysk
Olimpijskich, które dla Zuzy będą ostatnimi. Przynajmniej jako
zawodniczki. Każdy pech jednak kiedyś się kończy i mamy nadzieję, że
jej też. Powodzenia, jesteśmy Zuzanno z Tobą! |
|

Lekcja historii
Ruda Śląska
nie należy do miejsc obfitujących w atrakcje turystyczne. Jednak
również tutaj można trafić na miejsca warte odwiedzenia. Jednym z
nich jest zabytkowa drukarnia znajdująca się w podziemiach
Miejskiego Centrum Kultury im. Henryka Bisty.
Początki rudzkiej
drukarni sięgają przełomu XIX i XX wieku. Wykonywano w niej głównie
druki akcydensowe. Po drugiej wojnie światowej maszyny stały się
własnością Rudzkich Zakładów Wielobranżowych Przemysłu Terenowego.
Maszyny wykupiło
miasto
W 1992 roku
drukarnia została wydzierżawiona Joachimowi Koszykowi, który dwa
lata później został jej właścicielem. W 2001 roku unikatowe maszyny
wykupiło miasto Ruda Śląska, a sprzęt przeniesiono do siedziby
Miejskiego Ośrodka Kultury (czyli obecnego MCK-u) i udostępniono dla
zwiedzających. Kilka lat później, ekspozycja została jednak
zamknięta, a unikatowe w skali regionu maszyny stały bezużyteczne.
Stało się tak po kontroli inspektora do spraw Bezpieczeństwa i
Higieny Pracy.
ROD
Foto.
M.G. |
|

Szkoły placem
budowy
Chociaż
uczniowie z radością opuścili szkolne mury, nie można rzec, że
podczas wakacyjnej przerwy niewiele będzie się w szkołach działo.
Kanikuła to w placówkach oświatowych czas niezbędny na remonty. W
wielu szkołach tak właśnie będą wyglądały letnie tygodnie. Wszystko
po to, aby gdy zadźwięczy pierwszy dzwonek szkoły były gotowe do
normalnej pracy.
Od stycznia 2008
roku zlikwidowano w Miejskim Zakładzie Obsługi Placówek Oświatowych
tak zwany dział techniczny czuwającymi nad remontami i modernizacją
placówek oświatowych.
Budynki po
termomodernizacji
W tej chwili ten
zakres działań pozostaje w gestii Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta.
Wydział Inwestycji tak jak do tej pory zajmuje się też dużymi
inwestycjami oświatowymi. Te znaczące przedsięwzięcia to przede
wszystkim termomodernizacje budynków. Zakończono je w trzech
obiektach: SP 8 i 40 oraz G 11. Pod koniec lipca zakończy się
termomodernizacja G 9, dofinansowana z WFOŚ. Lada dzień taki sam
zakres prac rozpocznie się w MP 4, tu prace potrwają do końca
września.
W.T.
Foto.
M.G.
|
|

Uciążliwe
połączenie
Plusem naszego
miasta, może się wydawać czasami nie do końca trafne połączenie
tradycji z nowoczesnością. Z jednej strony ulice Rudy Śląskiej pełne
są starych familoków, z drugiej coraz częściej na budowlanej mapie
regionu wyrastają nowe bloki i wieżowce. I w tym momencie pojawia
się pewien problem.
Jedną z
najbardziej problematycznych kwestii staje się zagadnienie
ogrzewania kamienic. Mieszkańcy sąsiadujących z takimi budynkami
bloków skarżą się, że przy podmuchach wiatru dym z kominów uderza
prosto w ich okna. Uświadomić sobie trzeba, że dym jest wypadkową
spalania mnóstwa rzeczy, niekoniecznie czystego węgla. W zależności
od ciśnienia, pogody i wiatru ściany bloków i wieżowców bombardowane
są uciążliwym dymem.
Karolina Markowska
Foto:
Łukasz Dykta |
|

Zakochani w BMW
Dla jednych
samochód jak każdy inny, z czterema kółkami, kierownicą, służący do
jazdy. Dla nich to jednak nie jest zwykłe auto. Mowa o marce BMW
oraz o jej wielkich pasjonatach, zwanych bmw-maniakami.
Będziesz Miał
Wrażenia czy Bardzo Mądry Wybór... To tylko dwie z wielu
interpretacji skrótu BMW, wymyślanych przez jego miłośników. Do tego
grona należą 28-letni Sebastian Bieszczad i o rok młodszy
Tomasz Korzeniec. – W 2004 roku zmieniałem samochód, zupełnie
przypadkowo kupiłem BMW. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że mnie to
wciągnie. Szukałem informacji w internecie o samym samochodzie i
częściach, nawiązywałem kontakt z ludźmi, którzy użytkują te auta
– opowiada Sebastian.
To była
fascynacja
W 2006 roku
wstąpił do klubu BMW-MANIA, po czym jego fascynacja tą marką
spotęgowała się. Poznał wielu ludzi, którzy podzielają tę pasję.
Sebastian zaraził nią także swego kolegę Tomka, który do klubu
zapisał się w styczniu tego roku. – Obalamy stereotypy posiadacza
BMW, który kojarzy się wszystkim z łysym mięśniakiem w dresie. Do
naszego klubu należy m.in. doktor wykładający na Akademii
Ekonomicznej, przedsiębiorcy i studenci – mówią zgodnie.
Sebastian jest pracownikiem służby zdrowia, Tomek zaś z zawodu jest
kierowcą.
Tekst i foto:
Ewa Heszek |
|
|

Uchwycić emocje
* rozmowa z
Sebastianem Riedlem, liderem grupy Cree
Niedawno
zaśpiewałeś w nowej wersji utworu „Ostatnie dni” Gangu Olsena.
Pojawia się w nim również Maciek Balcar...
Pomysł wyszedł od
„Papy” (Andrzeja Gaszczyka, wokalisty Gangu Olsena – przyp. red.).
Zadzwonił do mnie i zaproponował żebym wziął udział.. Przygotował
ten utwór z myślą o festiwalu „Ku przestrodze” w Tychach. Gang
Olsena też na nim zagra, a w tym roku obchodzą dwudziestolecie.
Myślę, że przy okazji chciał zaakcentować to. Utwór nagrywaliśmy
tutaj, w Rudzie Śląskiej.
Tekst jest
szczególny, poświęcony Twojemu ojcu.
Dlatego z jego
zaśpiewaniem nie miałem większych problemów. Od razu potrafiłem się
z tym utworem utożsamić i opowiedzieć go.
rozmawiał:
Robert Dłucik
Foto.
Ł.D. |
|

Piąte Igrzyska
Garmula
Marek
Garmulewicz, sztandarowa postać rudzkich zapasów, czterokrotnie
uczestniczył w Igrzyskach Olimpijskich. Olimpijską przygodę
rozpoczął w Barcelonie, potem były Atlanta, Sydney i Ateny. Nie tak
dawno zakończył karierę zawodniczą, został sędzią, działaczem i
trenerem. W tej ostatniej roli spisuje się nie gorzej niż na macie,
więc szybko awansował w hierarchii, zostając w ubiegłym roku
trenerem kadry olimpijskiej. A ponieważ jego podopieczni wywalczyli
cztery olimpijskie kwalifikację, więc razem z nimi wyjeżdża do
Pekinu. Będzie to jego piąta olimpiada.
Za krótka doba
– Z pozycji
zawodnika wszystko wyglądało inaczej. Zostając trenerem, musiałem
wziąć na swoje barki wiele innych spraw, o których wcześniej nie
miałem pojęcia. Wydawać by się mogło, że trenera interesuje tylko
trening i wyniki. Nic podobnego. Praktycznie trening na macie, to 4
– 5 godzin dziennie. Potem sześć następnych spędzam przy komputerze.
Planowanie treningu, sprawozdania, analizy, śledzenie badań, korekty
w szkoleniu, ustalanie taktyki i kontakty osobiste z podopiecznymi,
to tylko część harmonogramu. Jeśli dorzucić do tego sprawy
organizacyjne, to okazuje się, że doba jest za krótka
– mówi trener Garmulewicz.
Napięty plan
Polskie zapasy w
stylu wolnym na IO w Pekinie reprezentować będzie czterech
zawodników: Krystian Brzozowski (74 kg), Radosław Horbik (84 kg),
Mateusz Gucman (96 kg) i Bartłomiej Bartnicki (120 kg). W
przeszłości zapaśnicy zawsze wracali z medalowym runem, więc i teraz
na medale liczą działacze PKOl-u i kibice. By ten cel zrealizować,
trzeba na imprezę być przygotowanym na 100 procent. Dlatego też plan
przygotowań jest napięty do maksimum. – Zakres treningu jest
ogromy. Pracujemy nad „fizyką” i psychiką. Przy wyrównanym poziomie,
wiele walk można wygrać głową. Dwa pierwsze tygodnie lipca pracujemy
na zgrupowaniu w Spale. Potem zawody kontrolne na Memoriale
Ziółkowskiego, 0d 18 lipca do 2 sierpnia obóz w Cetniewie, potem
znów Spała i 13 wylot do Chin. 20 sierpnia startują kategorie 74 i
84 kg, 21 – pozostałe. Gdyby to zależało tylko ode mnie, wolałbym
jechać prosto na walki, a w innym przypadku – mieszkać poza wioską
olimpijską. Niestety, pewnych procedur nie przeskoczymy i trzeba
będzie tydzień w wiosce. Mam nadzieję, że to nie rozkojarzy moich
podopiecznych – spekuluje trener kadry wolniaków.
Każdy może zdobyć medal
W przeszłości
zapasy były dla polskich olimpijczyków dyscypliną „medalodajną”. Czy
tak będzie podczas Igrzysk w Pekinie – zobaczymy? Trener Garmulewicz
jest optymistą. – Tak się złożyło, że cztery kwalifikacje
wywalczyli zawodnicy w kategoriach ciężkich. Na mój trenerski nos,
już dziś są dobrze przygotowani, co potwierdzili podczas ostatniego
turnieju w Niemczech. Duże postępy zrobili w sferze psychicznej. By
stanąć na olimpijskim podium, co najmniej w dwóch walkach trzeba dać
z siebie więcej niż sto procent. Poziom światowej czołówki jest
bardzo wyrównany, zawodników pretendujących do medali, co najmniej
sześciu – siedmiu. Dlatego też ważne będzie losowanie, choć moim
zdaniem, by wywalczyć medal, trzeba też w pierwszych walkach wygrać
z mocnymi. Wydaje mi się, że całą czwórka naszych wolniaków ma
szanse na medale. Oczywiście, mata to zweryfikuje, ale jeśli
wcześniej nie złapią kontuzji, a losowanie ułoży się jako, tako –
nie powinno być źle. Póki co, czeka nas jeszcze trochę pracy, a o
olimpijskich walkach myśleć będziemy w Chinach – kończy rozmowę
trener Marek Garmulewicz. |
|

Elektra ma
talent
Trwają eliminacje
do polskiej wersji popularnego widowiska „Mam talent”. Bardzo dobrze
radzi w nich sobie rudzki zespół taneczny „Elektra”. Dziewczyny z
formacji działającej w ODK RSM „Matecznik” przeszły z powodzeniem
przez pierwszy casting zorganizowany w Chorzowskim Centrum Kultury,
a w ubiegłym tygodniu przekonały do siebie jurorów podczas kolejnego
etapu konkursu, który odbył się katowickim Teatrze „Śląskim”.
Jesienią będzie więc można zobaczyć „Elektrę” w telewizyjnej części
show.
ROD Foto. arch. |
|
|

Od Piaf do Brassensa
Inauguracja
III edycji Letniego Festiwalu „Muzyczne Ogrody” za nami. Podobnie
jak przed rokiem, organizatorzy postawili w pierwszym koncercie na
nieco lżejszy repertuar. W słoneczne, niedzielne popołudnie, dosyć
liczne grono miłośników dobrej muzyki stawiło się w muszli
koncertowej Miejskiego Centrum Kultury im. H.Bisty by posłuchać
najpopularniejszych utworów mistrzów znad Sekwany.
Niezapomniane
przeboje Edith Piaf, liryczne ballady mistrzów nastroju Joe Dassina,
Yvesa Montanda i Charlesa Aznavoura, popularne tematy filmowe oraz
rubaszne i dosadne pieśni wielkiego barda Georgesa Brassensa
wypełniły program „Ogrodu francuskiego”. Wszystkie kompozycje
zostały opracowane na flet, klarnet i fagot przez muzyków Todo Art
Trio. Grażynę Jurszę, Dariusza Jurszę i Dawida Smykowskiego wspierał
duet popularnych śpiewaków operowych i operetkowych: sopranistka
Grażyna Bieniek oraz bas/baryton Adam Żaak. Niedzielny koncert
poprowadził Piotr Oczkowski.
ROD Foto. Ł.D. |
|

Z komputerem za pan
brat
Europejski
Certyfikat Umiejętności Komputerowych trafił do rąk młodych
uczestników zajęć, które odbywały się w Rudzkim Inkubatorze
Przedsiębiorczości. Dokument ten jest potwierdzeniem wiedzy z
zakresu wielu obszarów zastosowań mikrokomputerów oraz technologii
informatycznych. Jest uznawany w całej Europie, dlatego będzie się
dobrze prezentował w port folio gimnazjalistów, którzy za parę lat
wejdą na rynek pracy. Program „Europejskie cyfrowe prawo jazdy”
rozpoczął się 13 maja i trwał do 18 czerwca. 15 uczniów gimnazjum
przystąpiło następnie do egzaminu, który zdecydowana większość
zdała.
Tekst i foto:
Ewa Heszek |
|
Srebrny Dawid
W niedzielę, w
łotewskim Daugavoils zakończono mistrzostwa Europy kadetów w stylu
klasycznym. Imprezę tę mile będzie wspominał zapaśnik rudzkiej
Pogoni – Dawid Kareciński, który wrócił do domu ze srebrnym
medalem. Dawid szedł przez turniej jak burza. Kolejno pokonał
Chorwata, Litwina, Turka i Gruzina. W finale trafił na „dobrego
znajomego”, z którym ma stare porachunki – Stepana Maryanyana z
Rosji. Niestety, Rosjanin był minimalnie lepszy i podobnie jak przed
rokiem, stanął na najwyższym podium, a Dawidowi przyszło cieszyć się
srebrnym medalem.
W mistrzostwach
tych nasze miasto miało jeszcze jednego przedstawiciela, Mateusza
Kasprzaka, który odpadł w eliminacjach.
|
|